"90 procent naszych zmartwień dotyczy rzeczy, które nigdy się nie zdarzą"
Te słowa usłyszałam dziś od przyjaciela. Nie sprawdziłam z kogo to cytat, więc nie powiem, ale chcę go rozesłać dalej. Te słowa jakże banalne, dały mi dużo do myślenia nad marnotrawieniem czasu. (Co akurat w moim przypadku może mi nie grozi z racji optymizmu jakim żyję i chęci ulokowania niespożytej energii w otaczających mnie zewsząd ciekawych zajęciach :) )
Niemniej zdarzają mi się słabsze dni kiedy wszystko mi mówi, ze coś jest nie tak. Zdarzają mi się dziwne zbiegi okoliczności, "przypadki", niejednoznaczne sytuacje i zaczyna się nakręcanie oraz myślenie "co to może oznaczać dla mnie?"
Ciach! ucinam.
Faktycznie z wyrzutem do siebie samej stwierdzam, ze sporo lat straciłam na myśleniu "co jeśli?", wypłakałam wiadro łez nad sytuacjami, do których nie doszło i nad studium przypadku, które i tak się nie sprawdziło. I po co to?
A niech się wali i pali.
Żyję chwilą.
Moja chwila z wieczoru, który przeznaczyłam w końcu tylko dla siebie :)





